W wielu firmach marketing jest działem, który ciągle coś robi.
Zespół pracuje, kampanie się zmieniają, pojawiają się nowe pomysły, nowe kanały, nowe narzędzia. Z zewnątrz wszystko wygląda na idealne działające, bo “się dzieje”.
Problem pojawia się wtedy, gdy po kilku miesiącach trudno uczciwie powiedzieć, co tak naprawdę się poprawiło. Czy decyzje są prostsze? Czy zespół działa spójniej? Czy firma wie, co powinna powtórzyć, a co przestać robić?
Marketing może generować ogromną ilość działań, a jednocześnie nie przesuwać firmy ani o krok do przodu. Nie dlatego, że ludzie robią coś źle, tylko dlatego, że działania nie są częścią żadnej spójnej struktury. Brakuje jednego systemu.
Postęp w marketingu nie polega na tym, że „więcej się dzieje”.
Polega na tym, że firma zaczyna lepiej rozumieć swoje decyzje, a kolejne działania wynikają z poprzednich, zamiast je zastępować.
W tym artykule pokazuję, dlaczego tak wiele zespołów utknęło w ciągłym ruchu oraz jak odróżnić marketing, który tylko zajmuje czas, od marketingu, który faktycznie buduje postęp.
Ruch to nie postęp
W marketingu bardzo łatwo pomylić aktywność z postępem, bo aktywność jest widoczna natychmiast.
Coś się publikuje, coś się uruchamia, coś się zmienia. Pojawiają się nowe liczby, nowe raporty, nowe wnioski. Zespół ma poczucie, że „marketing działa”, bo cały czas jest zajęty.
Problem w tym, że ruch sam w sobie niczego nie zmienia.
Można robić coraz więcej rzeczy, a jednocześnie pozostawać dokładnie w tym samym miejscu. Firma nie podejmuje lepszych decyzji, nie ma większej jasności co do kierunku i nie potrafi powiedzieć, które działania rzeczywiście mają sens.
Postęp wygląda inaczej niż ruch.
Postęp oznacza, że kolejne działania wynikają z poprzednich. Że firma uczy się na własnych decyzjach, a nie tylko reaguje na bieżące potrzeby. Że z miesiąca na miesiąc łatwiej jest odpowiedzieć na pytanie: co działa, dlaczego działa i co warto powtórzyć.
Ruch daje poczucie kontroli, bo wypełnia czas i kalendarz.
Postęp daje realną kontrolę, bo zmniejsza liczbę decyzji, które trzeba podejmować na nowo. W dobrze poukładanym marketingu nie wszystko wymaga dyskusji od zera — wiele rzeczy po prostu wynika z systemu.
Dlatego sam fakt, że „dużo się dzieje”, nie jest żadnym dowodem rozwoju.
Bez struktury i powiązań między działaniami marketing może być bardzo aktywny, a jednocześnie całkowicie jałowy z punktu widzenia długofalowego postępu firmy.
Dlaczego marketing „coś robi”, ale firma stoi w miejscu
W wielu firmach marketing funkcjonuje jako ciąg pojedynczych działań.
Kampania jest odpowiedzią na spadek sprzedaży albo zalegających produktów w magazynie. Posty powstają „bo dawno nic nie było”, a nowe narzędzia pojawiają się dlatego, że ktoś polecił je na konferencji albo w internecie.
Każde z tych działań ma swój sens w danym momencie.
Problem pojawia się wtedy, gdy żadne z nich nie wynika z poprzedniego, a kolejne nie korzystają z tego, co już zostało zrobione. Marketing zaczyna przypominać serię restartów, a nie proces, który się rozwija.
W takiej sytuacji zespół jest zajęty, ale efekty się nie kumulują.
Dobre wyniki zdarzają się przypadkowo, a słabsze są tłumaczone czynnikami zewnętrznymi: algorytmem, sezonem, budżetem albo rynkiem. Firma nie ma punktu odniesienia, który pozwalałby spokojnie ocenić, co naprawdę działa.
To właśnie dlatego wiele organizacji ma poczucie, że „ciągle coś poprawia”, a jednocześnie nie potrafi powiedzieć, czy marketing jest dziś w lepszym miejscu niż pół roku temu. Bez wspólnej struktury każde działanie żyje własnym życiem, a całość nigdy nie zaczyna pracować jako jeden mechanizm.
Marketing, który nie jest osadzony w systemie, zużywa energię, zamiast ją zamieniać w postęp. Firma wykonuje coraz więcej ruchów, przetasowań, ale nie przesuwa się w żadnym konkretnym kierunku.
Marketing zadaniowy jako źródło złudzeń
Marketing zadaniowy jest kuszący, bo daje szybkie poczucie kontroli.
Lista rzeczy do zrobienia jest jasna, postęp widać na tablicy, a zespół ma konkretne zadania na każdy dzień. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda na poukładane. Wszystko świeci się na zielono, bo zostało wykonane.
Problem polega na tym, że zadania bardzo łatwo pomylić z systemem.
Odhaczanie kolejnych działań nie oznacza, że marketing staje się coraz lepszy. Oznacza tylko, że jest coraz bardziej zajęty. Bez wspólnej struktury zadania nie budują żadnej ciągłości ani przewidywalności.
W marketingu zadaniowym każda nowa inicjatywa zaczyna się niemal od zera.
Zmienia się kampanię, format, narzędzie albo wykonawcę, licząc, że tym razem „zaskoczy”. Czasem tak się dzieje, ale firma nie potrafi tego powtórzyć, bo nie wie, co dokładnie zadziałało.
Złudzenie polega na tym, że im więcej zadań, tym trudniej zauważyć brak fundamentów.
Aktywność przykrywa fakt, że decyzje są podejmowane reaktywnie, a marketing nie ma jednego kierunku ani logiki, która łączyłaby działania w całość.
Marketing zadaniowy nie jest problemem ludzi ani ich kompetencji.
Jest konsekwencją braku zaprojektowanego systemu. Dopóki marketing funkcjonuje jako zbiór zadań, firma będzie mylić intensywność pracy z realnym postępem.
Czym różni się ruch od postępu w systemie marketingowym
Ruch w marketingu polega na dokładaniu kolejnych działań.
Więcej kampanii, więcej treści, więcej testów, więcej narzędzi. Firma reaguje szybciej, ale niekoniecznie mądrzej. Każda decyzja wymaga nowej dyskusji i nowego uzasadnienia.
Postęp wygląda inaczej.
Nie zwiększa liczby działań, tylko zmienia sposób, w jaki są ze sobą połączone. W systemowym marketingu kolejne decyzje wynikają z wcześniej ustalonych zasad, a nie z bieżącej presji czy nastroju.
Paradoksalnie firmy, które robią realny postęp, często działają spokojniej.
Nie dlatego, że robią mniej, ale dlatego, że wiedzą, czego nie robić. System porządkuje priorytety i ogranicza chaos decyzyjny, zamiast go maskować kolejnymi inicjatywami.
Ruch wymaga ciągłej uwagi i energii.
Postęp zmniejsza ich zużycie, bo marketing przestaje opierać się na ciągłym zaczynaniu od nowa. Działania zaczynają się kumulować, a zespół ma poczucie, że pracuje nad czymś trwałym.
Właśnie w tym miejscu pojawia się prawdziwa różnica między aktywnością a rozwojem.
Ruch zajmuje czas. Postęp buduje strukturę, która zostaje w firmie nawet wtedy, gdy tempo pracy chwilowo spada.
Jedno kryterium, które pokazuje, czy marketing robi postęp
Najprostszym sposobem, żeby odróżnić ruch od postępu, nie są liczby ani raporty.
Jest nim odpowiedź na jedno pytanie: czy firma wie, co dokładnie powinna zrobić następnym razem i dlaczego.
Jeśli po kilku tygodniach działań potraficie jasno powiedzieć, które elementy warto powtórzyć, które skalować, a z których zrezygnować, marketing robi postęp. Decyzje nie są wtedy kwestią opinii ani intuicji, tylko naturalnym wynikiem wcześniejszych działań.
Jeśli natomiast każdy kolejny miesiąc zaczyna się od nowych pomysłów, nowych hipotez i nowych dyskusji, to znaczy, że firma była w ruchu, ale nie posunęła się do przodu. Brakuje ciągłości, a marketing wciąż działa w trybie „od nowa”.
Postęp upraszcza.
Zmniejsza liczbę niewiadomych, skraca rozmowy i porządkuje decyzje. Ruch robi dokładnie odwrotnie — generuje kolejne pytania i kolejne punkty do rozważenia.
Dlatego prawdziwym sygnałem rozwoju — sukcesem nie jest to, że marketing przyspiesza.
Jest nim moment, w którym firma przestaje się zastanawiać, co robić, a zaczyna rozumieć, dlaczego robi to, co robi.